RODO cafe czyli dane osobowe w podróży – Wietnam

RODO, Smerfetka w poczekalni u lekarza i wszechobecne zgody na przetwarzanie danych osobowych. To dla nas standard po 25 maja 2018 roku.

Tymczasem w podróży po Wietnamie kwestia zbierania i przetwarzania danych osobowych wygląda zupełnie inaczej.

Publicznie w miejscu publicznym – lotnisko

Pierwsza niespodzianka spotkała nas na lotnisku w Hanoi. To miejsce, w którym załatwialiśmy wizy. Pomijając szczegóły procesu ubiegania się o pozwolenie na wjazd wygląda to mniej więcej tak: zostawiasz wniosek, zdjęcie, 20 dolarów i siadasz na jednym z setki plastikowych krzeseł skierowanych w stronę lady podawczej i dużego monitora nad nią.

Jest 4:30 rano i kilkadziesiąt osób wyciągniętych przed chwilą z samolotu, z nudów patrzy przed siebie czyli w ekran. Wyobraź sobie nasze zdziwienie, kiedy na ekranie pojawiło się zdjęcie paszportowe córki naszych znajomych wraz z imieniem, drugim imieniem, nazwiskiem i krajem pochodzenia. I tak po kolei ze wszystkimi pasażerami. To był po prostu wietnamski odpowiednim numerka w urzędowej kolejce.

Publiczna lista w autobusie

Trochę inaczej wyglada sytuacja w autobusach długodystansowych (więcej o nich przeczytasz tutaj).

W pewnym momencie podróży podejdzie do ciebie miły pan z listą, na której musisz podać imię, nazwisko i narodowość. Miejsce docelowe jest już wpisane dla ułatwienia. Dane podajesz oczywiście dobrowolnie, tyle że nie wiesz po co i komu są one potrzebne. Ja przyjmowałem, że jest to niezbędne do obudzenia nas przed właściwym przystankiem. Wiem, naiwne tłumaczenie.

Jednak jest jasna strona tego zamieszania. Podczas uzupełniania listy dowiadujesz się, że jedzie z tobą Sharon z Australii, Michael z Niemiec, Carlos z Argentyny i Richard z USA. Od razu raźniej, prawda?

Zdjęcia paszportów – publiczne?

Szczytowym osiągnięciem związanym z danymi osobowymi jest sytuacja, którą spotykamy w hostelach i pensjonatach. Podczas zameldowania zostaniesz poproszony o pokazanie paszportu. Do tego miejsca jest dobrze. Okazuje się jednak, że dane nie są wpisywane do księgi gości albo programu komputerowego. Gospodarz otwiera twój paszport, wyciąga telefon i… robi zdjęcie.

Za pierwszym razem masz w sobie europejski szok pomieszany z chęcią buntu, bo nie wiesz co się stanie z tym zdjęciem. Trudno to też ustalić z gospodarzem. Informacja o obowiązku przedstawienia paszportu z wizą zawarta jest w każdym regulaminie hotelowym. To oczywiście jest poparte informacją o stosownej podstawie prawnej. Trudno z tym dyskutować.

Przy kolejnych okazjach traktujesz to jak oczywistość. Po 4 tygodniach wręcz zdziwiłem się, że właściciel nie poprosił nas o paszport. Przyzwyczajenie czy zobojętnienie?

Po co te dane?

Przyczyn zbierania danych osobowych jest wiele. Jeśli dane dotyczą zagranicznych turystów przyczyny mnożą się. Bezpieczeństwo, obowiązek meldunkowy, a może chęć kontrolowania wszystkiego?

Wietnam to kraj komunistyczny i może po prostu wychodzą ze starego założenia, że „kontrola najwyższą formą zaufania”?

Mimo wszystko w dobie RODO te rzeczy dziwią. Wyglada na to, że szybko przyzwyczailiśmy się do nowych europejskich regulacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *